| WITAM WSZYSTKICH ODWIEDZAJĄCYCH MOJA STRONKE
"Moim Powołaniem jest Miłość"
/ autor
/ 4/7/2006;12:02.51
ZAPRASZAM WSZYSTKICH ODWIEDZAJĄCYCH MOJĄ STRONKE DO POZOSTAWIENIA SLADU PO SOBIE W KSIEDZE GOŚCI.
ZAPRASZAM TEZ DO WSPÓŁREDAGOWANIA TEJ STRONKI. MOŻE MACIE JAKIEŚ POMYSŁY MATERIAŁY I CHCECIE ABY ZAMIEŚCIC JE NA MOJEJ STRONCE SERDECZNIE ZAPRASZAM. MOJ EMAIL monikagrzesiak@op.pl
Jezu, któryś zamknął się w Hostii...
/ autor
/ 16/6/2006;23:53.41
Słowo, które stało się Ciałem 2000 lat temu, obecne jest dzisiaj w Eucharystii. Fakt ten sprawił, że Msza św. stała się centrum życia chrześcijańskiego, centrum życia Kościoła. W niej odnajdujemy Tego, który umarł dla naszego zbawienia i, co więcej, pozostał, wręcz „uwięził się” pod postacią chleba i wina, by być wśród nas wciąż obecnym.
"Widzisz, opuściłem tron w niebie, aby się z tobą połączyć" (Dz 1810b) – tak mówi Jezus do s. Faustyny, która właśnie w Komunii odnajdywała wszelkie potrzebne jej łaski: "Widzę się tak słaba, że gdyby nie Komunia św., upadałabym ustawicznie; jedno mnie tylko trzyma, to jest Komunia św., z niej czerpię siłę, w niej moja moc. Lękam się życia, [jeśli] w którym dniu nie mam Komunii św. Sama siebie się lękam. Jezus utajony w Hostii jest mi wszystkim. Z tabernakulum czerpię siłę, moc, odwagę i światło; tu, w chwilach udręki szukam ukojenia. Nie umiałabym oddać chwały Bogu, gdybym nie miała w sercu Eucharystii". (Dz 1037)
Przyjmowanie Komunii św. jest czerpaniem z daru miłości samego Zmartwychwstałego. Ubliżamy tej tajemnicy, jeśli postrzegamy ją tylko jako symboliczne wspominanie dramatycznych wydarzeń, które rozegrały się przed 2000 lat w Jerozolimie. W czasie każdej Mszy św. dokonuje się prawdziwe Przeistoczenie. Jezus oddaje się nam i staje się dla nas pokarmem, zapewniając nam w ten sposób nowe życie: Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki (J 6,55-58).
Słowa o Ciele Chrystusa jako pokarmie w niezwyczajny sposób zrealizowały się w życiu osoby Marty Robin, francuskiej mistyczki i stygmatyczki. Pisała ona: Jezus ustanowił sakrament Eucharystii nie tylko po to, byśmy Go adorowali, ale również i po to, aby być pokarmem dla naszego ciała. Potwierdziło się to w jej życiu. Przez 53 lata nie przyjmowała innego pokarmu jak tylko Eucharystię. Poza tym nie piła i nie spała. Przynoszono jej Jezusa raz w tygodniu i, jak opowiadali kapłani, Hostia zdawała się sama wchodzić jej do ust, bez żadnego przełykania. Potem Marta wpadała w ekstazę i adorowała ukrytego w niej Oblubieńca.
Przyjście Jezusa było zawsze wydarzeniem. Za każdym razem mistyczka przygotowywała się do niego poprzez spowiedź św. i modlitwę. Uważała, że Komunia bez przygotowania i bez dziękczynienia jest mało pożyteczna dla duszy. Mimo, że choroba unieruchomiła ją w łóżku, potrafiła rozpoznać, kiedy znajomy ksiądz zbliżał się do domu z Jezusem. Ogarniała ją wtedy wielka radość: W jednej chwili da mi siebie samego Ten, który uzdrawia, pociesza, podnosi, błogosławi, Ten, który jest pokojem, przywróci go memu sercu zbyt rozdartemu i pełnemu straszliwych udręk. Również w Dzienniczku siostry Faustyny znajdujemy liczne opisy przygotowywania się do przyjęcia Jezusa Eucharystycznego. Spotkanie z Ukochanym naznaczało cały dzień świętej, czekała tego osobowego spotkania ze Zbawicielem:
"Dziś przygotowuję się na przyjście Twoje, jako oblubienica na przyjście Oblubieńca swego (...) Serce moje wyjdź z tej głębokiej zadumy (...), gdyż nadchodzi i już jest u twych drzwi. Wychodzę na Jego spotkanie i zapraszam Go do mieszkania swojego, uniżając się głęboko przed Jego majestatem. Lecz Pan podnosi z prochu mnie i jako oblubienicę zaprasza, abym usiadła obok Niego, abym Mu powiedziała wszystko, co mam w sercu. (...) Lecz chwila szybko upływa. Jezu, muszę wyjść na zewnątrz do obowiązków, które czekają na mnie. Jezus mi mówi, że jest jeszcze chwila, aby się pożegnać. Wzajemne, głębokie spojrzenie i na chwilę pozornie się rozłączamy, ale nigdy rzeczywiście. Serca nasze są ustawicznie zjednoczone; choć na zewnątrz jestem rozerwana różnymi obowiązkami. Lecz obecność Jezusa pogrąża mnie ustawicznie w skupieniu" (Dz 1805-1806).
Podczas każdej Mszy św. dokonuje się niejako odnowienie ofiary Chrystusa. Staje się to dla nas szansą dotknięcia żywego Jezusa, przeżycia i uczestniczenia w dziele odkupienia. Przyjmując ten dar, pozwalamy się przemieniać, serce Jezusa zaczyna bić w naszym: "Wszystko, co we mnie dobrego jest – sprawiła to Komunia św., jej wszystko zawdzięczam. Czuję, że ten święty ogień przemienił mnie całkowicie" (Dz 1392 a) – pisała s. Faustyna.
Świadomość tego, jak wielkiej tajemnicy dotykamy, powinna pomóc nam z szacunkiem przystępować do stołu eucharystycznego. Wchodzimy bowiem w obszar innej, choć paradoksalnie – wciąż naszej, rzeczywistości. Dostępujemy wielkiego zaszczytu. Jak zapewnia św. s. Faustyna, "Aniołowie, gdyby zazdrościć mogli, to by nam dwóch rzeczy zazdrościli: pierwszej – to jest przyjmowania Komunii św., a drugiej – to jest cierpienia" (Dz 1804 b). Tymczasem Jezus skarży się jej, że nie znajduje zrozumienia ludzi:
"Ach, jak mnie boli, że dusze tak mało się łączą ze Mną w Komunii świętej. Czekam na dusze, a one są dla Mnie obojętne. Kocham je tak czule i szczerze, a one Mi nie dowierzają. Chcę je obsypać łaskami – one przyjąć ich nie chcą. Obchodzą się ze Mną jak z czymś martwym, a przecież mam serce pełne miłości i miłosierdzia..." (Dz 1447).
To dla nas wyrzut lub raczej skarga, że nie czerpiemy w pełni z daru, jakim jest dla człowieka Eucharystia. Sami się w ten sposób zubażamy. Prawdą jest więc, co mówi Marta Robin: "Chcemy otrzymywać tak wiele, a nie idziemy do Tego, który obdarowuje..." Dlatego Jan Paweł II wzywał nas – uczyńcie Eucharystię centrum swojego życia! (por. List do młodych, rok 2000). Wzbudzajmy w sobie pragnienie spotkania Jezusa Eucharystycznego. Jak Sam mówił s. Faustynie, "życie wiekuiste musi się już tu na ziemi zapoczątkować przez Komunię św. Każda Komunia św. czyni cię zdolniejszą do obcowania przez całą wieczność z Bogiem" (Dz 1811).
opr. Marie Cofta
TRWAJCIE MOCNI W WIERZE
/ autor
/ 30/5/2006;0:24.48
Benedykt XVI wezwał Polaków do wierności Chrystusowi i dzielenia się wiarą z innymi krajami. Papież zakończył pielgrzymkę po Polsce i powrócił do Rzymu. Żegnając się z wiernymi, przytoczył słowa z listu świętego Pawła, które towarzyszyły jego pielgrzymowaniu do polskiej ziemi - "Trwajcie mocno w wierze". Słowa te stanowiły motto czterodniowej podróży Ojca Świętego po Polsce.
Podczas ceremonii pożegnania na podkrakowskim lotnisku Balice papież przypomniał, że Jan Paweł II, opuszczając Ojczyznę po raz ostatni wyraził nadzieję, iż Polacy, kierując się zasadami chrześcijaństwa nie tylko znajdą właściwe miejsce w zjednoczonej Europie, ale wzbogacą swą tradycją ten kontynent. Dziś, gdy wasza obecność w rodzinie państw Europy jest coraz bardziej ugruntowana, pragnę z całego serca powtórzyć te słowa nadziei. Proszę was, abyście pozostawali wiernymi strażnikami chrzescijańskiego depozytu, byście go strzegli i przekazywali następnym pokoleniom" - powiedział Benedykt XVI.
O zachowanie dziedzictwa wiary, nadziei i miłości, jakie pozostawił światu Jan Paweł II, papież prosił także Polaków podczas mszy świętej na krakowskich Błoniach. Wezwał Polaków do wierności Chrystusowi i dzielenia się wiarą z innymi krajami. Prosił, byśmy byli świadkami Jezusa żyjącego w Kościele i w ludzkich sercach, byśmy byli silni w wierze i dzielili się nią z innymi narodami.
Ojciec Święty zachęcał, byśmy umacniali na ziemi Boże królestwo dobra, sparawiedliwości, solidarności i miłosierdzia; byśmy w imię Chrystusa nieśli nadzieję ubogim, cierpiącym, opuszczonym, zrozpaczonym, pragnącym wolności, prawdy i pokoju.
Niech nie zabraknie światu waszego świadectwa - zachęcał Ojciec Święty. Zanim powrócę do Rzymu, by kontynuować moją posługę, kieruję do was wszystkich tę zachetę, nawiązując do słów wypowiedzianych na tym miejscu przez Jana Pawła II w 1979 roku: "Musicie być mocni, drodzy Bracia i Siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów - powtórzyl Benedykt XVI za Janem Pawlem II.
Także podczas spotkania z młodzieżą na Błoniach papież zachęcił młodych, by nie lękali się budować swojego życia w Kościele i z Kościołem. Przestrzegł przed uleganiem tendencji "Chrystus tak - Kosciół nie" Jak zaznaczył, budować swój dom, zwany życiem, na skale oznacza także budować na Piotrze i z Piotrem. Zapewnił, że młodzi mogą liczyć na niego - następcę świętego Piotra.
Papież mówił, że należy sobie stawiać codziennie pytanie, jak budować dom, zwany życiem. Jezus wzywa nas do budowania na skale. Bo tylko wtedy dom nie może runąć - powiedział Benedykt XVI. Zaznaczył, że źródłem ludzkiej siły jest Chrystus.
Benedykt XVI zachęcił młodzież, by w budowaniu domu, zwanego życiem, nie zniechęcali się spotykając na swej drodze ludzi, którzy pogardzają jego fundamentami, czyli Jezusem. Nasza wiara w Jezusa musi często się konfrontować z niewiarą innych, by pozostać naszą wiarą na zawsze" - mówił papież do młodzieży.
Benedykt XVI zaznaczył, że należy budować swoje życie mądrze. Jak dodał, głupotą jest budować dom na piasku, kiedy można na skale. Papież zaznaczył, że być mądrym, to wiedzieć, że trwalość domu, zależy od wyboru fundamentu.
Podczas spotkania z duchowieństwem w warszawskiej Archikatedrze papież podkreslił, że kapłani muszą być specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem, a nie "ekspertami w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki".
Benedykt XVI zaznaczył, że wierni oczekują od kapłanów, by byli świadkami odwiecznej mądrości, płynącej z objawionego Słowa.
Papież podkreslił, że kapłaństwo to powołanie do składania darów i ofiar za grzechy. Zaapelował do duchownych, by zawsze wierzyli w moc swojego kapłaństwa. Gdy wypowiadacie słowo "ja" czy "moje", czynicie to nie w swoim imieniu, ale w imieniu Chrystusa - powiedzial Benedykt XVI. Papież wezwał też kapłanów, by nie ulegali pokusie pośpiechu, a czas oddany Chrystusowi w cichej, osobistej modlitwie nie wydawał się im czasem straconym. "To właśnie wtedy rodzą się najwspanialsze owoce duszpasterskiej posługi" - podkreslił.
Benedykt XVI powiedział, że mimo świętości Kościoła, są w nim grzeszni ludzie. Przypomniał jednocześnie, że to właśnie dla nich Chrystus umarł i zmartwychwstał.
Benedykt XVI podkreślił, ze Kosciół nie może wykluczać że swojej wspólnoty ludzi grzeszących. Dodał, że trzeba więc uczyć się szczerze przeżywać chrzescijańską pokutę. Praktykując ją, wyznajemy własne indywidualne grzechy w łączności z innymi, wobec nich i wobec Boga. Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach - podkreslił.
Benedykt XVI zwrócił uwagę, że potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów. Dodał, że prosząc o przebaczenie zła popełnionego w przeszłości, powinniśmy również pamiętać o dobru, które spelniło się z pomocą łaski Bożej.
W Auschwitz-Birkenau papiez modlił się o łaskę pojednania przede wszystkim Boga, ale także ludzi, którzy tu cierpieli. Modlę się o dar pojednania wszystkich, którzy w tej godzinie naszych dziejów wciąż cierpią pod panowaniem nienawiści i przemocy zrodzonej przez nienawiść" - powiedział papież. Jak zaznaczył, przemoc rodzi tylko dalszą przemoc.
W Birkenau Ojciec Święty wyznał, że w tym miejscu kaźni i niezliczonych zbrodni przeciwko Bogu i człowiekowi, mówić jest rzeczą prawie niemozliwa - a szczególnie trudna i przygnebiajaca dla chrzescijanina, dla papieza, który pochodzi z Niemiec. Ojciec Święty wyznał, że w miejscu takim jak to, brakuje słów, a w przerazajacej ciszy serce wola do Boga
Panie, dlaczego milczaleś? Dlaczego na to przyzwoliłeś? W tej ciszy chylimy czoło przed niezliczoną rzeszą ludzi, którzy tu cierpieli i zostali zamordowani. Cisza ta jest jednak głośnym wołaniem o przebaczenie i pojednanie, modlitwą do żyjącego Boga, aby na to nie pozwolił nigdy wiecej - mówił papież.
Ojciec Święty zaznaczył, że w tym miejscu rodzą się pytania do Boga, dlaczego przyzwolił na ludobójstwo, dlaczego milczał, dlaczego pozwolił na taki tryumf zła. Tłumaczył, że skoro naziści chceli unicestwić naród wybrany, chcieli też zabić Boga i chrzescijaństwo. Trzeba bylo, aby Bóg umarl, a cala wladza spoczela w rekach ludzi - w rekach tych, którzy uwazali sie za mocnych i chcieli zawladnac swiatem - rozwazal Ojciec Swiety.
Podczas pielgrzymki do Polski Benedykt XVI wieloktotnie nawiązywał do nauczania i osoby Jana Pawla II. W Kalwarii Zebrzydowskiej wyraził nadzieję na rychłą kanonizację Jana Pawla II.
Mamy nadzieję (...), że opatrzność doprowadzi do tego, iż w niedługiej przyszłości będziemy się cieszyć beatyfikacją i kanonizacją naszego drogiego papieża Jana Pawła Drugiego - powiedzial Benedykt XVI. Te niespodziewane słowa wzbudziły wielki entuzjazm wsród zgromadzonych pielgrzymów. Benedykt XVI był też w innych miejscach związanych szczególnie z Papieżem-Polakiem: Wadowicach i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach.
W rodzinnej miejscowości polskiego papieża - Wadowicach Benedykt XVI wyraził wzruszenie z powodu odwiedzin miejsca, gdzie rozwijało się życie duchowe i budziło powołanie kapłańskie Jana Pawla II. W kościele, w którym Jan Paweł II został ochrzczony papież podkreslił znaczenie chrztu w życiu każdego chrzescijanina
Benedykt XVI przytoczył też słowa niemieckiego poety Johanna Wolfganga Goethego, który powiedział, że "kto chce zrozumieć poetę, powinien udać sie do jego kraju". Papież podkreslił, że aby w pełni pojąć życie i posługę Jana Pawla II, musiał przybyć do jego rodzinnego miasta.
Kilkakrotnie papież podkreslił, że w swojej pielgrzymce odwiedził miejsca szczególnie ważne dla historycznej i duchowej tożsamosci Polaków.
Podczas mszy świętej odprawionej wczoraj na Krakowskich Błoniach powiedział, że przybył do Polski, aby poznać ziemię, na której się urodził i dorastał jego poprzednik. Pragnął też spotkać rodaków Jana Pawla Drugiego, zakosztować ich wiary, z której wyrósł i upewnić się, czy w niej trwają.
Papież powiedział też, że pielgrzymka, podczas której odwiedził miejsca szczególnie drogie Janowi Pawłowi II, zbliżyła go bardzo do rodaków jego poprzednika. Benedykt XVI podziękowal również Polakom za modlitwę, którą wspierali go od chwili wyboru na papieża. Chciałbym, abyście w swoich modlitwach nadal pamiętali o mnie, prosząc Boga, by dodał mi sił w posługiwaniu dla dobra Koscioła powszechnego - dodal.
Przypomniał, że Jan Paweł Drugi odprawiał msze na Błoniach podczas swoich pielgrzymek do Polski. Dodał, że podczas ostatniej mszy odprawionej w Krakowie polski papież podziękował za zaproszenie i powiedział: Pragnę uczynić te słowa moimi i powtórzyć je dzisiaj: dziękuję Wam z całego serca za zaproszenie do mojego Krakowa i za goscinę. Kraków Karola Wojtyły i Kraków Jana Pawła Drugiego jest również moim Krakowem!.
http://pielgrzymka.wp.pl
Człowiek modiltwy - człowiek niepoznawalny
/ autor
/ 9/5/2006;23:59.42
Na pustyni znajdujesz Boga początków a nie Boga dokonań czy upiększeń. Aby dobrze zrozumieć: znajdziesz Boga Stwórcę a nie dekoratora.
Sądziłem przez długi czas, że modlitwa jest pewnego rodzaju kosmetyką duchową, uporządkowaniem najlepszej części mojego jestestwa. Myślałem, że wyjdę z niej przypudrowany kontemplacją, natłuszczony dobrymi uczuciami, pokryty pyłem światła nadprzyrodzonego.
Trochę lepszy, trochę pokorniejszy, posłuszniejszy, czystszy, wrażliwszy, szlachetniejszy. Trochę bardziej chrześcijański. Z twarzą oczyszczoną z wad - a więc sympatyczniejszy dla innych.
Zrozumiałem tymczasem, że prawdziwa modlitwa nie ma nigdy charakteru retuszu, politury, odrestaurowania. jeżeli poddajesz się oczyszczającemu działaniu modlitwy, musisz zgodzić się na działanie niszczące, na okrutną akcję burzenia.
Jeżeli pozwolisz działać Bogu w modlitwie, kończy się to tym, że wychodzisz z niej wcale nie upiększony, bardziej reprezentatywny, ale dosłownie "nie do poznania". Chcę powiedzieć, że z rąk Bożego Chirurga nie wychodzi ulepszona kopia dotychczasowego osobnika. Wyłania się nowy zupełnie egzemplarz, nigdy dotąd nie widziany. Twoje "ja" nie zostaje poprawione. Znika. Nie zostaje nic z tego, na czym ci zależało. Bóg nie ma w ręce stiuku czy lakieru. Czeka na ciebie z dłutem i ogniem.
Będziesz potrzebował trochę czasu, by oswoić się z nową istotą. Bieda polega na tym, że taka operacja powtórzy się już następnego dnia. Zawsze trzeba zaczynać wszystko "na nowo".
Stwierdzam, że zbyt długo moja modlitwa była próbą własnej obrony przed Bogiem, aby zmusić Go do działań estetycznych, do wyposażenia mojego sztucznego gmachu duchowego. Może wreszcie zrozumiałem, choć częściowo, że Bóg nie nadaje się do tych upiększających operacji. On nie godzi się pracować nad "konstrukcjami duchowymi". Pracuje nad człowiekiem i nie zaczyna swej pracy od twarzy. Chyba, że twarz dostosuje się do tego przeorania, "przeistoczenia", jakie dokonuje się wewnątrz.
Jasne, że i teraz Jego uderzenia napawają mnie lękiem. Ale przy najmniej wiążę modlitwę z tymi oschłymi i przeszywającymi uderzeniami a nie z głaskaniem, czy słodkimi lamentami. Zdaję sobie sprawę, że z modlitwy nie wychodzi człowiek oczyszczony i uperfumowany duchowo, wzmocniony witaminami niebieskimi. Musi wyjść inny. Komentarz nie może być stwierdzeniem: "jak on się poprawił!" Ale: "Któż to jest?" Sukces modlitwy polega właśnie na tym, że człowiek staje się "nie do poznania".
Gdy ktoś zawierza dynamizmowi modlitwy, godzi się na to, że nie zostaje poznany przez ludzi. Ale to jedyny sposób uznania przez Boga i udowodnienia sukcesu Jego dzieła. Jeżeli wychodzisz z modlitwy zado wolony, odświeżony, różowy niczym dziecko z kąpieli, należy przypuszczać, że Bóg nie był zatrudniony w tej akcji.
Panie, pozwól mi zrozumieć, że pewne plany w moim życiu są brzydkie. Ale gdy pragnę je "upiększyć", polakierować w modlitwie, stają się wręcz wstrętne.
Aleksandro Pronzato "Rozważania na piasku"
/ autor
/ 9/5/2006;23:38.10
„Czy kochasz mnie?
... i ty pójdź za Mną
... nie lękaj się!
wystarczy ci mojej łaski...”
Ja także kiedyś otrzymałam taki list. Nie wierzysz?
Leżał w skrytce mojego serca.
Długo zadawałam sobie pytanie — czy to do mnie?
Ja przecież mam inne plany... A może to pomyłka.
Uzasadniałam, że się nie nadaję.
Nie mogłam jednak usunąć z serca jego treści...
Bardzo się bałam, ale wszystko wokół powtarzało „Jego” słowa:
„Ty pójdziesz za Mną...”
Poznawałam siebie, uczyłam się modlitwy, chciałam być coraz bliżej Chrystusa.
Wreszcie zrozumiałam, że powołanie — to wielki dar i tajemnica...
więc powiedziałam:
„Oto idę Panie”
— stopniowo wchodziłam w to nowe życie.
Później był czas wielkiego rozmiłowania
— w Tym, który mnie umiłował.
/ autor
/ 21/4/2006;18:03.38
Błogosławieństwa
Błogosławieni, którzy umieją śmiać się z samych siebie: nie przestaną nigdy się bawić.
Błogosławieni, którzy umieją odróżniać mały kamień od wysokiej góry:
unikną wielu przykrości.
Błogosławieni, którzy umieją słuchać i milczeć: nauczą się wielu rzeczy nowych.
Błogosławieni, którzy są wrażliwi na prośby innych: będą krzewicielami radości.
Błogosławieni będziecie wy, którzy umiecie strzec z wielką uwagą rzeczy błahych i ze spokojem rzeczy bardzo ważnych: zajdziecie daleko w życiu.
Błogosławieni wy, którzy umiecie doceniać uśmiech i zapominać o doznanej nieuprzejmości: wasza droga będzie zawsze pełna słońca.
Błogosławieni wy, którzy umiecie tłumaczyć z wyrozumiałością, nawet wbrew pozorom, postawy innych: będziecie uznani za naiwnych,
ale jest to cena miłości.
Błogosławieni, którzy wpierw pomyślą, zanim coś zrobią i wpierw się modlą, zanim coś pomyślą: unikną wielu niedorzeczności.
Błogosławieni jesteście zwłaszcza wy, którzy umiecie rozpoznawać Pana we wszystkich spotykanych ludziach: znaleźliście prawdziwe światło i prawdziwy pokój.
/ autor
/ 16/4/2006;8:22.21
„Zmartwychwstał Pan, i żyje dziś,
blaskiem jaśnieje noc.
Dzięki składajmy Mu, bo wieczna jest jego łaska
Z grobu powstał dziś Pan, a noc jest pełna blasku
Chcę dziękować Mu i chcę Go dziś błogosławić
Jezus mój Pan i Bóg, On przyszedł, aby nas zbawić!”
Życzę z całego serca, by Święta Zmartwychwstania Pańskiego były czasem prawdziwej odnowy duchowej. Niech Zmartwychwstały Jezus ożywi to, co uśpione i martwe i poprowadzi ku prawdziwemu życiu. Niech Maryja - wierna Uczennica Pana – uczy nas paschalnej mądrości, byśmy zawsze szukali Pana Ukrzyżowanego, a dzięki temu kroczyli w świetle Jego Zmartwychwstania!
Modlitwa o łaski za wstawiennictwem Sługi Bożego Jana Pawła II
/ autor
/ 11/4/2006;17:43.53
Boże w Trójcy Przenajświętszej,
dziękujemy Ci za to, że dałeś Kościołowi Papieża Jana Pawła II,
w którym zajaśniała Twoja ojcowska dobroć,
chwała krzyża Chrystusa i piękno Ducha miłości.
On, zawierzając całkowicie Twojemu miłosierdziu
i matczynemu wstawiennictwu Maryi,
ukazał nam żywy obraz Jezusa Dobrego Pasterza,
wskazując świętość, która jest miarą życia chrześcijańskiego,
jako drogę dla osiągnięcia wiecznego zjednoczenia z Tobą.
Udziel nam, za jego przyczyną, zgodnie z Twoją wolą, tej łaski, o którą prosimy z nadzieją, że Twój Sługa Papież Jan Paweł II, zostanie rychło włączony w poczet Twoich świętych. Amen.
:: następne
|